Zły smog i wielka dżungla

Mamy choinkę. Tytus powiedział „piękna”, a Tytus mówi jak jest, więc mamy piękną choinkę. (Musicie uwierzyć Tytusowi na słowo, bo mam wyłącznie fatalne zdjęcia z telefonu, które nie przeszły kontroli jakości). Jest też wieniec, gwiazda betlejemska i inne drobiazgi – wszystko wydobyte z szaf i zainstalowane. Poza tym zostałam ukarana za swoją zuchwałość z poprzedniego wpisu. Przyznaję – dałam się ponieść i nie przemyślałam dobrze konsekwencji. „Dzieci na razie trzymają się zdrowo” tak napisałam. Wkrótce więc dzieci się rozchorowały, a trwało to trzy tygodnie. Czyli jednak milczenie złotem.

Oprócz planowania wyprawy w rodzinne strony, jestem pochłonięta obmyślaniem strategii antysmogowej dla domu. Pewnie wiecie (niestety ja dowiedziałam się dopiero ostatnio), że ta romantyczna mgła nad Warszawą, to po prostu smog. A wielka chmura, która sprawia, że wszystko jest tak rozmyte i nierzeczywiste, to nic innego jak pyły zawieszone w powietrzu. Co gorsza, mieszkamy w centrum, w samym środku wulkanu. Obmyślam więc plan ratunkowy dla naszej chatki na kurzej nóżce. Trzeba będzie zaopatrzyć się w oczyszczacz powietrza i nareszcie wyhodować prawdziwą, wielką, dziką, dziką i wielką dżunglę. Na marginesie, pamiętacie jak Mama Muminka niechcący zamieniła dom w dżunglę? I najlepiej, gdy wołała Muminka: „Chodź tu do nas na górę! Znalazłam krzak agrestu w szafie!”* i wszyscy bujali się na lianach w salonie…

Jeśli chodzi o sprzęt oczyszczający powietrze – na razie nie mam rozeznania. A jeśli chodzi o kwiaty, dowiedziałam się (stąd), które kwiaty są największymi sprzymierzeńcami w tej walce. Po odrzuceniu gatunków sezonowych (chryzantema) i trudnych/nie najładniejszych (figowiec, który kojarzy mi się z tym, że woli być łysy i martwy, niż inwestować w nowe liście), wybrałam anturium i bluszcz. W skład dżungli wejdzie jeszcze palma (chrysalidocarpus lutescens) i lilia pokoju (spathiphyllum) – obie dzielne, mało wymagające i zbawienne dla jakości powietrza. Podobno lilia bardzo dobrze znosi brak światła, jakbyście mieszkali gdzieś w podziemiach. Planuję każdą wolną przestrzeń (a nie ma jej wcale, więc trzeba będzie ją stworzyć) oddać zieleni.

źródło fotografii Urban Jungle Blog

Trudności są tylko dwie, a może nawet trzy: 1. koty 2. dzieci 3. robale, pasożyty i inni wrogowie flory. Dwa pierwsze punkty są immanentną częścią gospodarstwa, punkt trzeci wciąż się panoszy. Na tych kilku kwiatach które mamy, mieszkają bowiem ziemiórki – małe muszki, kuzynki owocówek, które wykluwają się w ziemi. Jestem z nimi w stanie wojny już od jakiegoś czasu, ale nie robię sobie złudzeń i biorę pod uwagę wszystkie warianty. Z pozbyciem się ich żywicieli włącznie.

Źródła fotografii 1, 2, 3

Może zainwestujemy w kwietnik, ale chyba wolałabym poradzić sobie bez dodatkowych zakupów. Tylko tu wracamy do punktu pierwszego, czyli kotów – pogromców zieleni. Trzeba jednak wcisnąć kwiaty trochę wyżej, żeby dać im więcej szans na przetrwanie ataku Catzilli. Jeśli uda mi się przeprowadzić całą akcję, oczywiście dowiecie się o tym pierwsi.

Wasza Jane

PS Więcej o smogu dowiecie się na stronach: Polski Alarm SmogowyWarszawa bez smogu i w aplikacji do sprawdzania stanu zanieczyszczenia powietrza 

* „W Dolinie Muminków” Tove Jansson przeł. Irena Szuch-Wyszomirska, W-wa 1975

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s