Obsesje wracają!

Dłuższą chwilę zajęło mi odnalezienie się w rzeczywistości. Tak naprawdę wciąż siebie szukam, bo nagle po trzech pełnych wrażeń latach, spędzonych na URLOPIE z dziećmi uczę się łączyć pracę i dom. Moc wrażeń. Napisałabym, że polecam, ale chyba jednak nie polecam. Znakiem mojej adaptacji do nowych warunków są domowe obsesje. Otóż drodzy przyjaciele, moje obsesje wracają! To dobry sygnał. Może nie dla naszego budżetu, ale dla mojej głowy – naprawdę dobry.

Naczelną obsesją domową są wciąż tapety. Teraz do moich poprzednich fantazji ściennych dołączyły jeszcze nowe wzory. W przypływie kreatywności zobaczyłam oczyma duszy mojej tapetę w kuchni, dużym pokoju i przedpokoju. I nie mogę się zdecydować, na której ścianie (nie) zawiśnie.

Tapety marki Scandinavian Designers II (źródło)

Obsesją numer dwa jest marzenie o remoncie: czyste ściany, porządne listwy przypodłogowe, naprawione irytujące drobiazgi. Nudy, już o tym kiedyś pisałam.

Na trzeciej pozycji zielona obsesja, czyli gdzie wcisnąć wielką palmę albo bananowca? To opowieść o brakach: zieleni wokół i miejsca na domową puszczę. Też już było.

źródło fotografii

Natręctwo numer cztery: jak zostać minimalistką, będąc maksymalistką? Inspiruje mnie postawa minimalistów. Podziwiam za całokształt. Moja przyjaciółka wprowadza ją w życie i to naprawdę jest możliwe, wygodne, praktyczne, piękne… No i cóż z tego, jeśli w Twojej głowie już dekoracje świąteczne i całe wysypisko domowych pomysłów?

20161013_101930

Cisza prasuje moją czarną bluzkę

Poza tym dzieci na razie trzymają się zdrowo, dzielnie uczęszczają do żłobka i przedszkola. Najbardziej ekscytujące są poranki: polowanie! Każda kolejna warstwa odzieży (a jest ich chyba sto) wymaga osobnego pościgu za każdą z naszych POCIECH. Do pracy wchodzimy jak po maratonie. Po położeniu dzieci spać wydajemy z siebie głośne „ufff” i zasiadamy do dalszych obowiązków. Musimy między innymi wygłaskiwać koty (Łucja dziś po raz pierwszy powiedziała „Cisza”, a Tytus Muszkę nazywa „Mufa”), bo inaczej wydzierają się albo szturchają łapą. Nie ma zmiłuj. Także zaprzężeni do codziennej orki marzymy o wielkiej podróży bez planu. I pocieszamy się, że jeszcze kilka lat i będzie spokojniej. I wtedy słyszymy chichot losu i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że możemy się spodziewać wszystkiego oprócz spokoju. Wiadomo wichry historii, nastroje społeczne i różne takie.

Dobranoc Państwu.

PS Do napisania czegokolwiek zmobilizowała mnie Siostra, Ania & Mąż. Przyjaciele czuwają! Howgh!

PS Odkryłam świetnego bloga Piąty pokój!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s