Mszyce i wycieczki

Mamy mszyce, tzn. nie my, tylko nasturcje mają. Zastanawia mnie, jak ten robal tu trafił (bo jeszcze miesiąc temu go nie było!)? Jak się zaplątał do tego wąskiego podwórka, na ostatnie piętro, na jedyny balkon z roślinami? I jeszcze rozmnaża się w takim tempie! Rano jedna gałązka w kropki, a wieczorem cała roślina. Przecież zaraz wszystko wykończą i stracą żywiciela – balkon mamy maleńki, a wokół pustynia: zero kwiatów, tylko drabiny, anteny tv i kolce przeciw gołębiom. Może nie powinnam się o to martwić, a jednak.

IMG_4230

Muszę się przyznać, że zaraz minie rok, od kiedy tu piszę. I jeszcze przyznam, że mam słabość do podsumowań. Przez ostatnie 12 miesięcy wiele mi się poprzewracało, przewartościowało, wyjaśniło i wiele nadal czeka na wyjaśnienie. To dla mnie wyjątkowy czas: trochę oszalałam, trochę zrozumiałam, a trochę odpuściłam. No i ciągle mam momenty totalnego zaskoczenia, gdy patrzę na Łucję i Tytusa i myślę: O Boże, to moje dzieci! Mam dwoje dzieci! Wracając do bloga – oczywiście miałam inne plany, chciałam pisać więcej o wnętrzach, a mniej o życiu. Ale co zrobię, gdy życie się wdziera wszędzie i domaga całkowitej uwagi tak, że to, co pozostaje to historia o mszycach na balkonie albo o wycieczce?

chełmoński

Więc w niedzielę byliśmy na wycieczce w pięknym skansenie w Sierpcu. Trafiliśmy na obchody Dnia Dziecka. Kiełbasa z grilla, piwo, chleb ze smalcem, obwarzanki, wata cukrowa – prawdziwy folklor na dzień dobry. Po wejściu w głąb skansenu byliśmy zachwyceni. Tym bardziej, że teraz przyroda jest najpiękniejsza. Widać rękę dobrego gospodarza, widać pracę i dbałość o szczegóły. Jakoś wzruszają mnie ogródki warzywne i kwiaty przed chatami. Jakby rzeczywiście ktoś tam mieszkał i pracowicie pielił te marchewki. Poza tym są kury (Tytus szalał z radości), kaczki, króliki, kozy i konie. Miałam wrażenie przeniesienia w czasie, tym bardziej, że z drewnianego Kościoła dobiegały dźwięki mszy, a na polu siano kosił człowiek w białej lnianej koszuli, parcianych spodniach i kapeluszu słomkowym jak z obrazów Chełmońskiego. W zeszłym roku, w sierpniu byliśmy w skansenie w Maurzycach i tak mnie znowu wzięło na wspomnienia. Wtedy Łucja była najmniejszym na świecie maluchem i nawet nie wyjrzała z wózka. A dzisiaj? Przecież ona zaraz będzie miała studniówkę albo przynajmniej wszystkie mleczaki… ratunku jak czas pędzi!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Mszyce i wycieczki

    • ciekawe, czy mleko pomoże – koniecznie daj znać. tak naprawdę oprócz tego, że lubię nasturcje, to siałam je w przekonaniu, że odstraszają mszyce hehe. ale tak jest co roku, ciągle walczę z zarazą! Ściskam, udanych upraw!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s