Berlin: wiosna, Chewbacca i my

Jesteśmy z powrotem! Wszyscy, 4 sztuki, bez ubytków na zdrowiu (nawet psychicznym). Berlin jest najlepszy. Powroty są najtrudniejsze.

2

Wnętrze knajpy – esencja berlińskiego stylu: eklektyzm, zabawa, luz

Ale od początku – mieszkanie i podróż autostradą bardzo przyjemne, dzieci bez zarzutów. Mieszkaliśmy w spokojnej, oddalonej od centrum dzielnicy, do której z ulgą wracaliśmy po całym dniu miejskiego zamętu. Zwykle krążyliśmy w okolicach Kreuzbergu, byliśmy w zoo, w kilku parkach, na wielu placach zabaw i w jednej dosyć okropnej knajpie dziecięcej (o tu nie idźcie), dwukrotnie zbliżyliśmy się do targu staroci, ale akurat dzieci miały inne plany (wrzeszczeć przed drzemką) i poddaliśmy się. A już miałam lekkie palpitacje. Ostatniego dnia odbiłam sobie tę wielką stratę kupując mały, bawełniany dywanik w fajnym sklepie. Towarzyszyła mi Łucja, która po prostu wie, jak się zachować – albo śpi, albo sprzedaje uśmiechy światu i w dodatku nie komentuje i nie narzeka (przynajmniej werbalnie). Trzeba przyznać, że mąż także nie narzekał i nawet powiedział, że dywanik ładny. Bo ładny rzeczywiście: kolorowy, bezpretensjonalny, sympatyczny. Właściwie ten opis pasuje także do Berlina! Wspaniała jest atmosfera tego miasta, wrażenie swobody, luzu, czerpania przyjemności z życia.

4

Żeby nie minąć się z prawdą: oczywiście były również trudniejsze momenty. Na przykład, kiedy trafiliśmy w sam środek tłumu podczas dzielnicowego festiwalu muzycznego i przez wyjątkowo długie 30 minut przedzieraliśmy się z dwoma wózkami w poszukiwaniu czynnej stacji kolejki. Albo jak okazało się, że na placu zabaw jest pompa z wodą. Zanim zdążyliśmy zareagować, powierzchnia Tytusa była pokryta w 80 % wodą i mokrym piachem, i po 1,5 godziny taplania się w błocie, za żadne skarby nie pozwalała się przebrać. Oczywiście nie mieliśmy ubrań i butów na zmianę, była godzina 15 czy 16, do chaty daleko. Ruszyłyśmy więc z Łucją na poszukiwania i trafiłyśmy do second-handu, w którym bardzo pomocna pani pomogła znaleźć „nowe” szaty cesarza Tytusa. I wcale nie był nagi, tylko w eleganckim granatowym dresiku i adidasach, jak przystało na dziecko rodowitych elblążan. Niestety nie udało nam się zrealizować marzeń w stylu pchlego targu, czy księgarni i sklepu z płytami, po prostu nie złożyło się, czy raczej ktoś się postarał, żeby się nie złożyło. No, ale zamierzamy wrócić za jakiś czas i przekonać się, jak z naszymi planami będą walczyły trochę starsze dzieci. Ahoj przygodo i tak dalej.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Berlin: wiosna, Chewbacca i my

  1. A gdzie zdjęcie zabłoconego Tytusa na które” ostrzyliśmy sobie zęby” oraz patriotycznego majowego obrazka białego misia z czerwoną piłką ? Coś serwis fotograficzny się nie spisał !

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s