Budujemy odporność, czyli areszt domowy

Ostatnio nie opuszczam mieszkania zbyt często. Wszystko przez stałą dostawę bakterii i wirusów prosto ze żłobka. Niestety nasz posłaniec Tytus cierpi najbardziej. Choruje już drugi tydzień i nudzi się jak mops. Nos/uszy/gardło. Klasyka. Trzeba to przetrwać i już (zresztą „trzeba to przetrwać i już” staje się moim życiowym mottem). Słyszałam, że każde dziecko musi przejść około sześćdziesięciu infekcji, żeby zbudować sobie odporność (uwielbiam takie tezy-nie-do-sprawdzenia). Także mamy za sobą już jakieś 4 – 5…

Nuda

Tak właśnie Tytus nudzi się w domu (wybaczcie jakość – zdjęcie z telefonu)

Jak mówiłam, nie opuszczam mieszkania zbyt często. Nie tylko fizycznie – trudno jest mi się także skupić na innych, poza domowych sprawach. Dla treningu marzę sobie o podróżach (albo emigracji), słucham radia i staram się jakoś nie zdziczeć zupełnie. Dobrze, że Wojtek wraca z pracy z taką energią, że czasem mam wrażenie, że weszło kilka osób.

Już dawno temu postanowiłam, że będę nas systematycznie odgracała. Nie ma co ukrywać – miewam wzloty i upadki. Czasem coś spontanicznie wyrzucę, czasem przestawię, albo ukryję (czasem też kupię, heh). Ostatnio oprócz wyrzucenia starej narzuty, kilku ubrań i połamaniu drewnianego świecznika (strzał pluszową piłką), troszkę ogołociliśmy duży pokój. Jednak „ogołociliśmy” brzmi zbyt radykalnie, bo tylko przenieśliśmy szafkę (a właściwie stolik nocny) do pokoju dziecięcego. Bardzo lubię ten mebel, chociaż powinniśmy się go pozbyć, bo nie jest nam niezbędny. Dostaliśmy go od znajomego, który opróżniał stary dom przed sprzedażą. Oprócz stolików nocnych (drugi zamieszkał u kumpeli), zabraliśmy jeszcze lampę i toaletkę z potrójnym lustrem. Niestety toaletka, ukryta na strychu poprzedniego mieszkania, nie doczekała przeprowadzki. Została zaatakowana przez jakiegoś sąsiada i znalazłam ją w kawałkach. Za to lampa służyła nam kilka lat (po przemalowaniu na biało) do czasu, aż w przypływie geniuszu chciałam lepiej dokleić przewód elektryczny, który zresztą sama wcześniej wymieniłam i doszło do zwarcia. Pożegnałam się z lampą i ambicją zostania elektrykiem. Ale wracając do zmian w dużym pokoju, mimo, że nie są spektakularne – bardzo mnie cieszą. Mam wrażenie, że pokój zyskał trochę oddechu. Przynajmniej tak czuję, bo chyba nikt poza mną i Wojtkiem, który przesuwał kanapę, nie zauważył różnicy. Rzeźba stoi teraz po drugiej stronie kanapy i patrzy na wchodzących do mieszkania, a chińska szafka nie jest już zabarykadowana z każdej strony.

Jak na pewno zauważyliście mam problem ze zdjęciami. Brak umiejętności i odpowiedniego sprzętu. Ale postanowiłam zawalczyć, czyli odłożyć kasę na aparat (o ile nie wycofają tego modelu z produkcji do czasu, aż zbiorę całość) i podszkolić się z prostej obróbki. Do czasu realizacji tego planu, wybaczcie jakość zdjęć. Niestety jeszcze się trochę pomęczymy.

Trzymajcie się ciepło w tej szarej godzinie. Byle do wiosny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s