Kocie historie domowe

Właśnie zasiadłam do pisania o kotach i już Cisza mruczy mi na kolanach. O kotach w domu i domu dla kotów. Pewne sprawy są oczywiste i nie wymagają komentarza:

Źródło ilustracji

Koty rządzą, robią co chcą i raczej nie ulegają presji, jeśli chodzi o dobre maniery. Przynajmniej nasze kocice nie znają granic. Nie to, że nie próbowaliśmy przekonać ich, że są lepsze miejsca na drzemkę niż stół, załatwianie się na podłodze w łazience nie przystoi damie, kwiatów się nie zjada i niekoniecznie wypada domagać się jedzenia zrzucając rzeczy z blatu kuchennego, hałasując kablami albo drapiąc meble. Próbowaliśmy i to by było na tyle.

Przez 6 wspólnych lat z Muchą i Ciszą przeżyliśmy wiele wzlotów i upadków. Ostatnia, najtrudniejsza próba miała miejsce całkiem niedawno. Jakiś czas po narodzinach Tytusa, Mucha zaczęła chorować i traktować mieszkanie jak wielką kuwetę. Leczenie, diagnostyka, desperackie szukanie pomocy. Wszystko trwało prawie rok i doprowadziło nas na skraj wyczerpania. Codziennie sprzątaliśmy obsikany przedpokój (parkiet nie wybacza i wciąż pośmierduje tu i tam), fotele, łóżko, buty, szaliki, fotelik samochodowy i kanapę, która mimo zasieków z folii malarskiej i krzeseł, była kilka razy dziennie obiektem ataków Muchy. W końcu dwóch weterynarzy stwierdziło, że kotka musi zmienić otoczenie. Stres wywołany pojawieniem się dziecka nie pozwala jej dojść do siebie, dlatego musimy znaleźć Muszce nowy dom. Z rozpaczą napisałam ogłoszenie, pytałam krewnych i znajomych. Z jednej strony nie mieliśmy już siły, a z drugiej baliśmy się, że ktoś naprawdę będzie chciał Muchę adoptować. I nagle któregoś dnia kotka się uspokoiła. Śmiałam się, że to za sprawą sterty epitetów, którymi ją potraktowałam sprzątając setny raz mocz z kanapy. Nie wiem dokładnie, co pomogło, może nowa karma, może ogłoszenie. Szczęśliwie zostaliśmy w pełnym składzie ludzko-kocim.

Źródła fotografii: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Jakiś czas temu, gdy nasze kotki zaczęły ze sobą walczyć (ot tak po prostu, pewnego dnia wypowiedziały sobie wojnę) obejrzałam kilkanaście odcinków programu „My Cat From Hell”. Rady kociego behawiorysty sprowadzały się w sumie do trzech wniosków, bez względu na problem, jakiego dotyczył odcinek: baw się z kotem codziennie, zapewnij mu kryjówkę i przystosuj dom – najlepiej instalując na ścianach półki i platformy pod sufitem. Niech domowy kiciuś poczuje się jak tygrys na czatach. No cóż, nie jest to takie proste, gdy mieszkanie jest lekko przepełnione niezbędnymi sprzętami, heh. Ale warto próbować. Tak jak większość kotów nasze dziewczyny kochają kartony, drapaki, wełniane poduszki, koce i wszystko, co pachnie świeżym praniem. Mają duży drapak z bocianim gniazdem, jeszcze niedawno ukochaną kryjówką Muchy – teraz z niewiadomych powodów omijaną szerokim łukiem. Kiedy przygotowaliśmy się na narodziny Łucji myślałam, że świetnie byłoby zapewnić im jeszcze jedną kryjówkę. Tylko u nas już naprawdę nie ma miejsca. Z kocich udogodnień mamy siatki w oknach i drzwiach balkonowych, no i zrobiliśmy dziurę w drzwiach od łazienki (ku przerażeniu niektórych gości), żeby kocice mogły w każdej chwili dostać się do kuwety, a dzieci nie traktowały jej jak piaskownicy.

Źródła fotografii: 1, 2, 3

Dobrze wykorzystać kocią miłość do kartonów i samemu stworzyć chatkę, czy nawet dwupiętrową rezydencję. I niech się tygrysy rozmruczą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s