Zombi i ceramika

Ja tam horrorów nie lubię. Zwyczajnie się boję, nie mam dystansu. Zresztą filmów o wojnie, cierpieniu, niesprawiedliwości, śmierci i samotności też nie lubię. Odpada więc prawie cała klasyka i co ambitniejsze produkcje. Jeśli więc zastanawialiście się, dla kogo powstają głupie, nieśmieszne amerykańskie produkcje, filmy o superbohaterach i setka filmów Allena – to właśnie dla mnie. A ponieważ, jak wspomniałam horrorów nie lubię, bardzo szybko zmyliśmy się z Bolesławca. Małego miasta, ceramicznej mekki zamieszkanej przez zombi. Tak przynajmniej wyglądała większość napotkanych osób (oprócz uroczej pani w muzeum). Jeden bolesławczanin zbliżał się do nas krokiem żywego trupa i trochę tak jak w filmie – ruszyliśmy z piskiem opon czując, że właśnie ocaliliśmy życie swoje i naszego rozkrzyczanego potomstwa. Jak już uciekliśmy spod Muzeum Ceramiki, uzupełniliśmy prowiant w markecie, to z szaleństwem w oczach wpadłam na drugą stronę ulicy do jednego z kilku sklepów firmowych. Nie było czasu na refleksję, porwałam więc kilka rzeczy i potem oczywiście żałowałam, że nie udało mi się zajrzeć do sąsiednich sklepików z ceramiką z innych fabryk i nakupować prezentów. Ceramika z Bolesławca jest po prostu piękna i nic nie traci nawet wobec smutnego wrażenia, jakie wywołuje miasto. Swoją drogą to bardzo przygnębiające, że miejsce z takim potencjałem, historią i tradycjami rzemieślniczymi robi wrażenie upadłej mieścinki, jakich w Polsce wiele. Może moja ocena jest niesprawiedliwa, bo przejechaliśmy tylko przez Bolesławiec, nie spacerując nawet po starówce, ale niestety takie mieliśmy wrażenie.

Nie miałam pojęcia, że w Bolesławcu jest tyle fabryk! Ja akurat wpadłam do sklepu firmowego Ceramiki Kalich i teraz rozkoszuję się małymi zdobyczami.

Wracając jeszcze do Muzeum Ceramiki – już na autostradzie zobaczyliśmy wielki baner reklamujący ekspozycję. Wiadomo, jak człowiek zobaczy taaaaaki baner, to potem szuka wielkiego muzeum z parkingiem dla autobusów. Dlatego nie od razu zorientowaliśmy się, że jesteśmy już na miejscu – przy miłym szarym budyneczku, Zaparkowaliśmy w pobliżu, zebraliśmy towarzystwo i toboły, zapłaciliśmy 4 zł za wstęp i obejrzeliśmy niewielką wystawę. Na piętrze oboje zakrzyknęliśmy przestraszeni widokiem dwóch „manekinów” z ceramicznymi twarzami (jak z horroru), który demonstrowały pracę ceramików. Tytus zaprzyjaźnił się z jednym z nich, niezrażony jego dziwnym wyglądem. W muzeum dowiedziałam się m.in., że talerze z wzorami kwiatowymi, które wiszą w kuchni u mojej babci powstały w latach 80. XX w. I znowu historia zatoczyła koło i wróciła moda na talerze na ścianach! Mamy świetną porcelanę zdolnych artystek: Magdy Łapińskiej, Janiny Myronovej, czy Magdy Pilaczyńskiej. Oczywiście na ścianie można też powiesić ulubione stare talerze, „bez nazwisk”, efekt będzie na pewno wyjątkowy, Zastanawiam się tylko, jak przymocować talerze do ściany? Majsterkowicze wszystkich krajów, macie jakieś pomysły?

Źródła fotografii: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s