O błędach i kryzysach domowych – nie idźcie tą drogą

Prawie pięć lat temu kupiliśmy mieszkanie i zaczęliśmy remont. Remont to taki kryzysowy czas w życiu: zawsze jest za drogo, za długo i coś się nie uda. Na przykład odpadną karnisze, odklei się kafel, a lampa sufitowa zawiśnie na jednym gwoździu (pozdrowienia dla pana Grzegorza). Drugą, równie stresującą i kryzysową sytuacją – przede wszystkim dla związku – jest wizyta w Ikei. Pewnie były już prowadzone badania na ten temat, bo zjawisko „kryzys małżeński w wielkim sklepie meblowym” wydaje się powszechne. Idealnie zaaranżowane kuchnie, sypialnie i łazienki stają się scenografią rodzinnych dramatów. Doświadczyliśmy tego wiele razy, mniej więcej po pierwszym piętrze, razem z zejściem do magazynu kończy się wspólne urządzanie domu, a zaczyna walka. Można temu zapobiec – w międzyczasie pożerając łososia, popijając torcik kawusią albo ustalając wcześniej listę zakupów. Stosujemy obie metody i to naprawdę działa!

Uświadomiłam sobie ostatnio jak wiele okołodomowych spraw ma superkryzysowy potencjał i może skończyć się traumą na miarę egzaminu na prawo jazdy. Od szukania mieszkania przez branie kredytu na trzydzieści lat, remont, na wspomnianych zakupach kończąc. A przecież cały ten wysiłek ma służyć stworzeniu swojego miejsca na ziemi, oazy, ostoi i tak dalej. U nas cały proces odbył się dosyć bezkrwawo, na tyle, że Wojtek wszystko wyparł i nie pamięta już ani naszych poszukiwań, ani remontu. A szukaliśmy długo i desperacko, wybierając w końcu najlepsze – w naszym ówczesnym przekonaniu – mieszkanie ze wszystkich dwudziestu pięciu obejrzanych. Teraz, gdy mamy dwójkę dzieci, zapewne trochę inaczej ustawilibyśmy swoje priorytety (czyli gdzie jest nasza winda?), ale nie ma już sensu się ekscytować i rozpaczać, w końcu nie jest źle (albo mogłoby być gorzej).

Postanowiłam podzielić się naszymi doświadczeniami remontowymi, czyli co zrobiłabym inaczej po tych paru latach.

dziewczęta prezentują nasze kafle

dziewczęta prezentują nasze kafle

Zacznijmy od kafli. Marzyłam o staroświeckich płytkach, nawiązujących do dawnych, kamienicznych wzorów. Idealne byłyby małe, białe ośmiokątne kafle z czarnymi kwadratami pomiędzy. Takich oczywiście nie znaleźliśmy. Najbliższe im były hiszpańskie płytki o dużej, białej powierzchni, ze ściętymi rogami i czarnymi kwadratami pomiędzy. Niestety matowa biel jest tak ładna jak niepraktyczna. Jeśli więc poza myciem podłóg macie jakieś zainteresowania, nie idźcie tą drogą, gdyż prowadzi ona do obłędu. Podłoga w kuchni i łazience jest czysta tylko, jeśli nie gotujecie, nie macie zwierząt, dzieci i w ogóle nie bywacie w swoim mieszkaniu. Dzisiaj także  wybrałabym staroświeckie kafle, może jednak mniejsze, bardziej wzorzyste i „maskujące” oznaki życia domowego – na przykład takie:

Źródła fotografii: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Po drugie, kiedy fachowiec mówi, że nie zna się na stolarce, zaufajcie mu. Na pewno mówi prawdę. Potem nie wiadomo co zrobić z dziwnymi rozwiązaniami – czyli dlaczego dwa rodzaje parkietu połączone są metalowymi, odstającymi listwami? A dziura po wyburzeniu ściany zatkana niepasującym kawałkiem drewna i zasmarowana pastą?

Listwy przypodłogowe – głupia, drobna sprawa, a jednak potrafi wkurzyć. Ze względu na bardzo nierówne ściany i zaokrąglenia mamy listwy z tworzywa, które udają drewno. Są straszne: brzydkie, odpadające i bardzo prowizoryczne. Niedługo po zamontowaniu zaczęły żyć własnym życiem. Teraz zamówiłabym wyższe, białe listwy z mdfu, które na pewno byłyby droższe, ale też lepiej dopasowane do naszych ścian i podłóg. Czasem chyba lepiej odpuścić i zrobić coś trochę później, większym kosztem, ale solidniej. Giń wieczna prowizorko!

Źródła fotografii: 1, 2

Ostatnia sprawa – baterie łazienkowe. Dobrze pamiętam moment, kiedy je wybieraliśmy. Już na sam koniec remontu, resztka energii i pieniędzy, i głupawka w markecie budowlanym. I voila – oto są, może nawet nie jakieś bardzo szkaradne, ale już poobdzierane. Nie oszczędzajcie na bateriach (i ceramice łazienkowej), bo to się szybko zemści. I będzie na was codziennie łypało swoim brzydkim okiem (hę?).

A tu mądra pani na fajnej stronie radzi jak remontować, żeby nie zbankrutować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s