Wieś!

Dzisiaj mija nasz pierwszy tydzień na wsi. Co roku zjeżdżamy się tu w lipcu, żeby pobyć rodzinnie razem. Każda z nas, trzech sióstr, w tym roku wzmocniła (lub dopiero wzmocni) rodzinne szeregi potomkiem. Co ciekawe, w ten sposób nasze cztery kotki: Helen, Kita, Mucha i Cisza (które także spędzają tu wakacje) zostaną wkrótce zdetronizowane przez gromadę pięciorga dzieci. Żywioł dziecięcy porwał więc nasze dotychczasowe, sielskie odpoczywanie (jezioro/ognisko/winko) i zamienił je w próbę opanowania tzw. pociech, czyli małych ludzi z wielkimi charakterami. Na szczęście piękno tego miejsca – domów, ogrodu i jeziora na horyzoncie, pozwala odetchnąć, mimo że dzieci nie są świadome, że „my tu właśnie wypoczywamy” i dają z siebie wszystko na wszelkich frontach. Tytus rzuca się na poziomki, próbuje łapać ślimaki bez muszli, bawi się w kałużach i wspina na stertę żwiru, codziennie odkrywając jakąś nową, dla mnie zupełnie nieoczywistą atrakcję tego miejsca. I jak zawsze zaskakuje mnie codzienna logistyka – choćby przygotowanie posiłków dla kilku, a w weekendy kilkunastu osób, które wpadają w odwiedziny. Dzięki temu, że nie mamy tu telewizji, a jedynie pobrzękujące w tle radio i internet, który może na szczęście nie zawsze łapie zasięg, jest szansa na oderwanie się od ponurej codzienności-bohaterki mediów. Gazety czytamy, chociaż ja bardziej przeglądam z nigdy nierealizowanym zamiarem doczytania później.

złowieszcze chmury i widok na jezioro #polskielato

złowieszcze chmury i widok na jezioro #polskielato

Od ponad dziesięciu lat, od kiedy moi rodzice spędzają tu każdą wolną chwilę, na wsi toczy się nasze życie rodzinne: święta, ogniska, zaręczyny, wesela i wszelkie formy życia społecznego (kłótnie także). Nic więc dziwnego, że równie intensywne i barwne życie rozgrywa się we wnętrzach i w ogrodzie. Dom zmienia się nieustannie. Kiedy w piątek późnym wieczorem przyjeżdżamy tu z Warszawy, kładziemy Tytusa, siadamy do stołu, a mama przygląda mi się bacznie, czy dostrzegłam to „coś nowego”. Zwykle jest to obrazek na ścianie, tkanina, poduszka, albo jakiś uroczy kuchenny drobiazg. I mimo, że sprzętów przybywa, dom trzyma fason i rozkwita z każdym „nowym czymś”. Oprócz ścian pełnych sielskich obrazków i oleodruków: pejzaży, wiejskich chat, kur i świnek, dom opanowała kolekcja koni, tkanin i poduszek przywożonych z podróży po świecie. Zresztą zobaczcie sami.

Mam przeczucie, że dom/domek na wsi jest nie tylko moim marzeniem. Nasi przyjaciele są właśnie w trakcie jego realizacji i bardzo im kibicujemy (schnij wylewko w łazience!), ostatnio oglądałam więc sporo uroczych małych wiejskich chatek, które mimo swojej skali rozpalają moje wielkie emocje.

Źródła fotografii: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11

Jeśli macie odwagę (której na razie mi brak), żeby rzucić wszystko i wyprowadzić się za miasto, najlepiej remontując starą drewnianą chatę (ach!), koniecznie zajrzyjcie do Kavki. Stylowy dom, mnóstwo pięknych przedmiotów i zdjęć, ale wszystko we właściwej skali, z dyscypliną i umiarem.

Regularnie odwiedzam także niezwykły, wiejski dom fińskiej pary, która oprócz wychowania gromadki blond dzieciaków zajmuje się sprzedażą starych mebli i dodatków. Przy czym dzielni Finowie prawie wszystko robią sami – nieustannie odnawiają i zmieniają ogromny dom, w „wolnych chwilach” wykorzystując swoje wszelkie możliwe talenty od szydełkowania po fotografię.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s