Welcome Home

Nie wiem, czy to wyznanie nie pogrąży mnie na samym początku, ale postanowiłam od razu przyznać się do swoich domowych słabości / małych obsesji, które pewnie nie raz tu jeszcze powrócą:

  • szuflady, szufladki, szafki pełne szuflad, nigdy dość szuflad!
  • kicz: gipsowa figura Matki Boskiej, stary, lekko obtłuczony aniołek, krasnal ogrodowy, czy oleodruk ze sceną biblijną
  • porcelanowe, białe figurki zwierząt – w mojej kolekcji jest już minizoo z nosorożcem na czele
  • roboty – cynowe, produkowane współcześnie rekonstrukcje japońskich zabawek z lat 50′ / 60′ (projektowane jako wyraz fascynacji podbojem kosmosu i rozwojem technologii)
  • ceramika – nie mam jakiś niezwykłych zbiorów – hmm właściwie to chyba nie mam żadnych zbiorów, ale zachwyca mnie szczególnie ta surowa, autorska, niepowtarzalna
  • ostatnio szaleję na punkcie marokańskich dywanów (nie mam żadnego, ale na jakiś piękny, kolorowy mam miejsce w sypialni!), meksykańskiego folkloru (metalowe, płonące serca, wizerunki Matki Boskiej, jaskrawe, kontrastowe kolory) i kwiatów, których nie mam w mieszkaniu zbyt wielu ze względu na kotki-niszczycielki

Źródła fotografii: 1, 2, 3

Po tym wyznaniu mogę chyba tylko poprosić o konsultację psychiatryczną.

Raczej powstrzymuję się od spełniania swoich nagłych fascynacji materialnych, bo po pierwsze zbyt szybko pogrążyłabym naszą podstawową komórkę społeczną w finansowym piekle, a po drugie chciałabym, żeby nasz dom zmieniał się razem z nami, z naszymi podróżami, lekturami etc. Od narodzin Tytusa widzę jak elastyczna powinna być przestrzeń, w której żyjemy.

Przede wszystkim nigdy dość szaf i schowków, po drugie neutralna baza (ściany i meble) i po trzecie nieprzywiązywanie się do jakichkolwiek rozwiązań – dom musi nadążać za zmianami w życiu domowników. Szczególnie teraz, gdy oczekujemy kolejnego członka rodziny (Łucja ma przyjść na świat pod koniec lipca), z przerażeniem odkrywam, że jednak mniej znaczy więcej. Wyrzuciliśmy więc mnóstwo starych ubrań, przetrząsnęliśmy szafki, półki i regały, ale i tak rzeczy jest wciąż zbyt wiele. Wydaje się, że przedmioty to osobne, niezależne byty, które nie przejmują się toczoną przez nas walką o pustą przestrzeń. Postanowiłam, że wobec tego niekontrolowanego przyrostu wszystkiego, oprócz niekupowania, postaram się wykorzystywać na nowe sposoby rzeczy, które już mamy (o efektach będę informowała na bieżąco).

Zresztą po latach gromadzenia i sytości w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, poza znanym w Polsce Reduce-Reuse-Recycle, rozkwita trend radykalnego minimalizmu, życia bez „pozostawiania resztek” (zero waste), wśród absolutnie niezbędnych przedmiotów i ubrań. Jednym ze sposobów na osiągnięcie tego stanu jest spakowanie i wyniesienie z domu połowy dobytku. Jeśli po paru tygodniach/miesiącach okaże się, że nie sięgniemy do kartonów, możemy się ich pozbyć na zawsze i zostać mistrzem zen. Przy okazji polecam bloga Amerykanki Erin Boyle, która w swoich wyborach jest nieugiętą minimalistką. Jak każdy kolekcjoner podziwiam tę postawę, ale nie mam złudzeń co do swojej natury. Cóż, zbieracz zawsze pozostanie zbieraczem.

Wybaczcie chaos pierwszego wpisu, miało być krótko i na temat: Welcome home!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Welcome Home

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s